Discussion:
SLOWO na Niedziele (red. Michalkiewicz w RM o krwiopijcach i proletariacie)
(Wiadomość utworzona zbyt dawno temu. Odpowiedź niemożliwa.)
brat_olin
2012-01-14 15:20:49 UTC
Permalink
Zanim się zbuntujemy

Felieton * Radio Maryja * 12 stycznia 2012

Szanowni Państwo!

Kolega Piotr Ikonowicz (mówię: "kolega", bo w stanie wojennym obydwaj
byliśmy internowani w Białołęce, zatem - kolega), obecnie doradzający
posłu Palikotu, zastanawia się, czy Polacy, którzy już nie wyrabiają
na pokrycie kosztów utrzymania, zbuntują się, czy nie. No dobrze - ale
gdyby nawet się zbuntowali, to czego właściwie powinni chcieć? Kolega
Ikonowicz, aktualnie doradzający posłu Januszu Palikotu (przypominam o
tym doradzaniu, bo ta okoliczność może mieć ogromny wpływ na rady
kolegi Ikonowicza) - więc kolega Ikonowicz twierdzi, że zbuntowani
Polacy powinni od prywatnych przedsiębiorców - tych krwiopijców, co to
żyją z okradania proletariatu - zażądać podwyżki wynagrodzeń za pracę.
W ten sposób - powiada kolega Ikonowicz - nie tylko odsuną od siebie
widmo zadłużenia, ale starczy im nawet na godne życie.

Bardzo możliwe, że wielu zbuntowanych Polaków kolegi Ikonowicza
posłucha tak samo, jak wielu Rosjan posłuchało kiedyś bolszewików,
którzy podsunęli im myśl, żeby "grabili nagrabliennoje". Jak to się
skończyło - wszyscy wiemy, chociaż w Rosji, a nawet i u nas, w naszym
nieszczęśliwym kraju, są ludzie tęskniący za Związkiem Radzieckim, a w
każdym razie - za komuną. Zanim jednak zbuntujemy się i posłuchamy
rady kolegi Ikonowicza, zastanówmy się, czy aby ma on rację, to znaczy
- czy nasz dobrobyt wzrośnie, gdy zaczniemy więcej zarabiać.

Na pierwszy rzut oka jest to oczywista oczywistość. Skoro więcej
zarobimy, to będziemy mogli kupić sobie więcej towarów, a więc
będziemy żyli - jak to się mówiło za Gierka - "dostatniej". No dobrze
- ale skąd właściwie pracodawcy, to znaczy - ci okropni krwiopijcy,
wezmą pieniądze na większe wypłaty dla pracowników? Nie ma innego
sposobu, jak podniesienie cen towarów. Przedsiębiorcy podniosą ceny,
dzięki czemu zyskają więcej pieniędzy i te pieniądze przeznaczą na
podwyżki pensji. No dobrze - ale jeśli pensje wprawdzie wzrosną, ale
ceny też wzrosną, to może się okazać, że pracownicy nic nie zyskali.
Wprawdzie zarobili więcej, ale co z tego, skoro ceny też poszły w
górę? Może się okazać, że - jak śpiewał pan Kaczmarek - "pero, pero
bilans musi wyjść na zero!"

Nie da się ukryć, że jest to słaby punkt w rozumowaniu kolegi
Ikonowicza. Być może uzupełniłby on swój pomysł dodatkiem, by
przedsiębiorcom zabronić podwyższania cen towarów i usług. To jest
myśl - ale zastanówmy się, co byśmy my sami zrobili na miejscu takiego
przedsiębiorcy, gdyby przedsiębiorstwo nie to, że zaczęłoby przynosić
straty, ale nie przynosiło zysków? Większość z nas prawdopodobnie
zamknęłaby taki interes, a pieniądze ulokowała w banku, bo te 5 czy 6
procent przynajmniej wyrówna straty spowodowane inflacją, a dodatkowym
zyskiem jest mnóstwo czasu wolnego. Wygląda zatem na to, że ta
poprawka mogłaby doprowadzić do wzrostu bezrobocia, bo skoro
krwiopijcy pozamykaliby nierentowne interesy, to pracownicy nie tylko
nie uzyskaliby wyższych zarobków, ale w ogóle - żadnych! Nie da się
ukryć, że rady kolegi Ikonowicza są obarczone ogromnym ryzykiem.

Czy jednak nie mają one żadnej zalety? Aż tak źle nie jest! Z punktu
widzenia państwa, to znaczy - biurokratycznego establishmentu, którego
reprezentantem jest również poseł Palikot - pomysły kolegi Ikonowicza
są znakomite! Spróbujmy prześledzić to na przykładzie. Powiedzmy, że
wszyscy Polacy się zbuntowali i wywalczyli u krwiopijców podwyżkę
pensji o 100 złotych. Z tych 100 złotych państwo od razu zabierze 19
złotych na podatek dochodowy i 45 złotych na składkę ZUS. Państwo
zatem zabierze od razu 64 złote - no ale pracownikowi 36 złotych
jednak zostanie! No tak - ale krwiopijcy muszą te podwyżki płac
przerzucić w ceny towarów - a ponieważ wszystkie płace we wszystkich
gałęziach gospodarki wzrosły, to muszą wzrosnąć również ceny
wszystkich towarów i usług. Niedużo - 5 groszy na sztuce, kilogramie,
czy litrze. Ponieważ w ciągu miesiąca kupujemy około 1000 towarów i
usług, to z tytułu tej niewielkiej podwyżki cen, pracownik dodatkowo
wyda 50 złotych - a ponieważ naprawdę zyskał tylko 36, to znaczy, że
14 złotych mu zabraknie i z czegoż będzie musiał zrezygnować.
Natomiast państwo od tych 50 złotych skasuje jeszcze co najmniej 11
złotych VAT-u - bo przecież ten podatek jest procentem ceny - podobnie
jak akcyza. Wygląda zatem na to, że przy podwyżce płac jedynym
wygranym jest państwo, czyli biurokracja. Wygląda więc na to, że
doradzający posłu Palikotu kolega Ikonowicz próbuje zrobić wszystkich
Polaków w konia.

Mówił Stanisław Michalkiewicz

--
Smart questions to stupid answers
Gienek
2012-01-14 21:32:44 UTC
Permalink
Post by brat_olin
Zanim jednak zbuntujemy się i posłuchamy
rady kolegi Ikonowicza, zastanówmy się, czy aby ma on rację, to znaczy
- czy nasz dobrobyt wzrośnie, gdy zaczniemy więcej zarabiać.
Oczywiście, że tak.
Post by brat_olin
Na pierwszy rzut oka jest to oczywista oczywistość. Skoro więcej
zarobimy, to będziemy mogli kupić sobie więcej towarów, a więc
będziemy żyli - jak to się mówiło za Gierka - "dostatniej". No dobrze
- ale skąd właściwie pracodawcy, to znaczy - ci okropni krwiopijcy,
wezmą pieniądze na większe wypłaty dla pracowników? Nie ma innego
sposobu, jak podniesienie cen towarów. Przedsiębiorcy podniosą ceny,
dzięki czemu zyskają więcej pieniędzy i te pieniądze przeznaczą na
podwyżki pensji. No dobrze - ale jeśli pensje wprawdzie wzrosną, ale
ceny też wzrosną, to może się okazać, że pracownicy nic nie zyskali.
Wprawdzie zarobili więcej, ale co z tego, skoro ceny też poszły w
górę? Może się okazać, że - jak śpiewał pan Kaczmarek - "pero, pero
bilans musi wyjść na zero!"
Przestań pitolić. Swoją klerykalną satanistyczną gadkę możesz wciskać na
kazaniu ciemnym babciom od których krwiopijca z ambony w stroju batmana,
który służy szatanowi kradnie ostatni grosz emerytury.

Tak się składa, że pracuję w pewnej międzynarodowej firmie. Często się
zdarza, że koledzy ze Szwajcarii lub Niemiec przyjeżdżają do nas lub my
jedziemy do nich. Powiem, że Szwajcarscy koledzy zaraz po przyjściu do
pracy dostają 4200 franków na rękę co w przeliczeniu na złotówki daje
jakieś 15200 zł na rękę. Niemieccy koledzy na identycznym stanowisku
dostają na początek 2500 EURO co daje jakieś 11025 zł. Ceny niektórych
produktów mają wyższe a innych niższe. Średnio ceny mają zbliżone do
naszych, choć ostatnio moja znajoma która mieszka niedaleko niemieckiej
granicy twierdzi, że jeździ po zakupy do nich ponieważ u nich ostatnio
jest taniej niż w Polsce. Dodam tylko, że w Polsce produkujemy dokładnie
to samo (zresztą jesteśmy tą samą firmą) a ktoś, kto przychodzi do pracy
może uważać się za szczęśliwca jeśli wytarguje 2500 zł na rękę. W
związku z tym mam do Ciebie "święty prawicowcu i braciszku" pytanie.
Czemu na zachodzie nasza firma ma ciągle zyski skoro płaci pracownikom
ponad 4x więcej?
Czemu w Polsce zarabiamy tak mało? Odpowiedź jest prosta. Dostajemy tak
mało ponieważ jesteśmy frajerami i zgadzamy się pracować za mały ułamek
tego co nasi koledzy z zachodu. Kilka lat temu miałem przyjemność
pracować na stanowisku kierowniczym pewnej dość dużej firmy
motoryzacyjnej. Kiedyś szef po pijaku powiedział mi, że firma ciągle
miałaby zyski gdyby nawet podniósł pracownikom zarobki czterokrotnie ale
nie robi tego ponieważ ludzie zgadzają się pracować za grosze i musiałby
chyba być frajerem aby płacić im więcej.
Post by brat_olin
Nie da się ukryć, że jest to słaby punkt w rozumowaniu kolegi
Ikonowicza.
Nie da się ukryć raczej tego, że jesteś zakłamanym fanatykiem.
Post by brat_olin
Czy jednak nie mają one żadnej zalety? Aż tak źle nie jest! Z punktu
widzenia państwa, to znaczy - biurokratycznego establishmentu, którego
reprezentantem jest również poseł Palikot - pomysły kolegi Ikonowicza
są znakomite! Spróbujmy prześledzić to na przykładzie. Powiedzmy, że
wszyscy Polacy się zbuntowali i wywalczyli u krwiopijców podwyżkę
pensji o 100 złotych. Z tych 100 złotych państwo od razu zabierze 19
złotych na podatek dochodowy i 45 złotych na składkę ZUS. Państwo
zatem zabierze od razu 64 złote - no ale pracownikowi 36 złotych
jednak zostanie!
I tu znowu łżesz oszuście. Z tego co napisałeś wynika, że z pensji
brutto zostaje nam tylko 36% co jest wierutną bzdurą. Z twoich
kłamliwych wyliczeń wynikałoby, że jeśli ktoś zarabia 2500 brutto to
dostaje netto 900zł. Kiedy ty w końcu przestaniesz tak kłamliwie łgać.
Post by brat_olin
. Wygląda więc na to, że
doradzający posłu Palikotu kolega Ikonowicz próbuje zrobić wszystkich
Polaków w konia.
Wygląda na to, że to ty próbujesz wszystkich oszukać wciskając ludziom
kłamstwa. Co do Palikota to ten osobnik jest bardzo ciekawym
przypadkiem. Biznesmen i lewicowiec. Chyba to połączenie nie jest
możliwe w naturze ale skoro w naturze występuje takie połączenie jak
ksiądz i zabójca to już wszystko staje się możliwe.

Radzę ci ponownie. Jeszcze nie jest za późno. Oczyść swoje serce ze zła
i wyznaj swoje grzechy podczas spowiedzi.

Loading...